Historia: Polskie akcenty w turnieju hokejowym w Pjongczangu

W olimpijskim turnieju hokeja na lodzie w Pjongczangu zabrakło reprezentacji Polski, co nie jest niczym nowym. Ostatni raz „Bialo-czerwoni” hokeiści wystąpili na Igrzyskach Olimpijskich w Albertville, gdzie zajęli przedostatnie, 11. miejsce. W koreańskim turnieju wystąpiło jednak czterech hokeistów z polskimi korzeniami.

O występie Wojtka Wolskiego w reprezentacji Kanady informowały prawie wszystkie sportowe strony internetowe i gazety. Amerykanie polskiego pochodzenia – James Wisniewski i Ryan Zapolski doczekali się nawet krótkiego reportażu wyemitowanego przez TVP. Największy sukces odniósł jednak ten, o którym praktycznie się nie mówiło, czyli reprezentujący Niemcy, Matthias Płachta.

Reprezentacja Niemiec sensacyjnie zdobyła srebrny medal. „(…) po raz pierwszy w historii wystąpią w hokejowym finale zimowych igrzysk olimpijskich. Dotychczas ich największym sukcesem był brąz wywalczony w 1976 roku w Innsbrucku po wygranej 4:1 nad Amerykanami.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). O występie Płachty polskie media informowały dopiero, gdy Niemcy niespodziewanie pokonali w półfinale Kanadę 4:3, a Płachta zdobył bramkę i zaliczył asystę. Płachta mówił po meczu: „To najlepsza chwila w moim życiu. Wydarzył się cud. Mam nadzieję, że po tym sukcesie hokej stanie się u nas jeszcze bardziej popularny (…)Z Wojtkiem nie rozmawiałem. On też umie mówić po polsku? Nawet nie wiedziałem.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

Matthias Plachta  to syn Jacka Płachty, byłego polskiego hokeisty oraz trenera, który od 2014 do 2017 roku prowadził hokejową reprezentację Polski. Matthias urodził się w 1991 roku w Fryburgu Bryzgowijskim, dlatego mówi: „Dlaczego nie wybrałem gry dla Polski? Ja się urodziłem w Niemczech, spędziłem tam całe życie. Ale to dobrze, że tata przez trzy lata robił coś w Polsce.”  (cyt. za: sportowefakty.wp.pl). Płachta z trudnościami, ale jednak mówi w języku polskim, o czym jest wzmianka na oficjalnej stronie igrzysk, podobnie jak o fakcie, że idolem sportowym Mathhiasa jest jego ojciec. Jacek podkreślał po zakończeniu Igrzysk, ze jest dumny z syna.

Matthias Plachta.

Źródło: sportowefakty.wp.pl.

Mathhias Plachta podczas Igrzysk był zawodnikiem Adler Mannheim, a wcześniej bezskutecznie próbował dostać się do NHL. Występował w reprezentacji Niemiec podczas Mistrzostw Świata w latach 2014  (14. miejsce), 2015 (10.) i 2017 (8.) W turnieju olimpijskim wystąpił we wszystkich siedmiu meczach (średnio grał 15 min. 29 sek.). Bramka i asysta zdobyte w meczu z Kanadą były jedynymi jego zdobyczami punktowymi w Pjongczangu.

Niemcy, mimo porażki w finale po kapitalnym meczu z Rosją byli w euforii. Po drugiej stronie bieguna znaleźli się Kanadyjczycy. Ich występ zakończył się niepowodzeniem, bo tak był określany brązowy medal. Wolski był jednak zadowolony z medalu „(…) choć marzeniem było złoto, to bardzo ceni brąz. – Zawsze będę o tym pamiętał i opowiadał moim dzieciom. To najlepszy moment w karierze.” (cyt. za: „Przegląd Sportowy”). Zresztą Wolski nie ukrywał, że w Pjongczangu znalazł się tylko dlatego, że turnieju zabrakło graczy z NHL i to prawdopodobnie jego pierwszy i ostatni turniej w barwach Kanady.

Wojtek Wolski

Źródło: cp24.com.

Wolski wystąpił w NHL w 451 meczach (99 bramek + 168 asyst) w barwach pięciu klubów (Colorado Avalanche, Phoenix Coyotes, NY Rangers, Florida Panthers, Washington Capitals). Warto dodać, że w sezonie 2012/2013 w trakcie lockoutu w NHL wystąpił w 9 ligowych meczach w barwach… Sanoka (3 bramki, 7 asyst). W Pjongczangu wystąpił jako zawodnik rosyjskiego Metallurga Mognitogorsk. W reprezentacji Kanady zadebiutował krótko przed Igrzyskami 1 grudnia 2017 r., więc jedynymi jego osiągnięciami w kadrze były występy w turniejach towarzyskich – Channel One Cup (5. Miejsce) i Karjala Tournament (4.). Oficjalna strona Igrzysk podawała, że Wolski urodził się w Polsce, ale już nie informowała, że Wojtek mówi w języku polskim. W Pjongczangu wystąpił we wszystkich sześciu meczach Kanady (średnio 11 min. 57 sek.), w których zdobył 3 bramki i zaliczył 1 asystę.

W reprezentacji USA, która odpadła w ćwierćfinale, wystąpiło dwóch zawodników z polskimi korzeniami, choć na stronie Igrzysk trudno znaleźć takie informacje. James Wisniewski pochodzenie zawdzięcza dziadkowi ze strony matki, zaś w przypadku Ryana Zapolskiego nie wiadomo. Na oficjalnej stronie pierwszego z nich w życiorysie nie ma słowa o polskim pochodzeniu. Czyżby uznał to za wstydliwą informację?

James Wisniewski

Źródło: usatoday.com.

Wisniewski zagrał w NHL 552 meczów (53 bramki + 221 asyst), a w Pjongczangu reprezentował barwy EC Kassel Huskies, występującego w drugiej lidze niemieckiej, czyli Deutschland Eishockey Liga 2 (DEL 2). W reprezentacji występował już wcześniej. W 2008 r. podczas Mistrzostw Świata wywalczył z kadą USA 6. Miejsce. W turnieju olimpijskim wystąpił we wszystkich pięciu meczach USA (średnio 4 min. 54 sek.), w których zdobył po jednej bramce i asyście.

Ryan Zapolski bronił bramki USA w pełnym wymiarze czasowym we wszystkich pięciu meczach. Miejsca w bramce nawet na sekundę nie ustąpił pozostałym dwóm bramkarzom (Brandon Maxwell, David Leggio). Zapolski reprezentował Jokerit Helsinki, ale największy sukces – brązowy medal w fińskiej lidze wywalczył w 2014 r. z Lukko. Poza tym, z reprezentacją USA zajmował miejsca na podium towarzyskiego turnieju Deutschland Cup.

Ryan Zapolski

Źródło: zimbio.com.

Polskie akcenty w innych turniejach olimpijskich

W Igrzyskach Olimpijskich wystąpiło kilku hokeistów z polskimi korzeniami. Już w 1984 r. w barwach Kanady zagrał Ed Olczyk. Najwięcej, bo trzykrotnie zagrał Brian Rafalski (USA; 2002 – srebro, 2006, 2010 – srebro). W 2006 (złoty medal) i 2010 r. w barwach Szwecji wystąpił urodzony w Gdyni – Stefan Liv (z domu Patryk Śliż), który w 2011 r. zginął w katastrofie samolotu rosyjskiej drużyny Lokomotiw Jarosław. Joe Pavelski (USA) także wystąpił dwukrotnie (2010 – srebro, 2014), zaś John Tavares (Kanada) wystąpił tylko w jednych Igrzyskach (2014), ale sięgnął po złoty medal.

Podczas igrzysk w Nagano w 1998 r. w rewelacyjnej reprezentacji Białorusi, która dotarła do ćwierćfinału wystąpiło kilku hokeistów, którzy wystąpili wcześniej w polskich klubach.

Polskie akcenty w mistrzostwach świata

W Mistrzostwach Świata w 2018 r. rozegranych w Danii dwa miesiące po zakończeniu Igrzyska (4-20 maja) zwyciężyli Szwedzi przed Szwajcarami, Amerykanami i Kanadyjczykami. Niemcy tym razem zawiedli i zajęli odległe 11 miejsce. Spośród „polskich” hokeistów w Danii wystąpił tylko Matthias Plachta, który zanotował pięć asyst podczas turnieju. Wolski, Wisniewski i Zapolski nie wzięli udziału w mistrzostwach.

W historii Mistrzostw Świata oprócz wspomnianych hokeistów (Olczyk, Rafalski, Liv, Pavelski, Tavares, Plachta i Wisniewski) wystąpili m.in. Mike Komisarek (USA), bracia Teddy, Gabriel i Stephane da Costa (Francja), Nicolas Besch (Francja), Krystofer Kolanos (Kanada), Aleksander Polaczek (Niemcy), Miroslav Sikora (Niemcy), Lee Stempniak (USA), Patrick Wiercioch (Kanada), Travis Zajac (Kanada). Warto dodać, że w klubach Polskiej Lidze Hokejowej występowali Besch, Kolanos oraz Teddy i Gabriel da Costa,

Bobslejowy akcent

Skoro jest mowa o polskich akcentach podczas ZIO w Pjongczangu, to pora jeszcze na wspomnienie o bobslejach.

Złoty medal w konkurencji dwójek (razem z osadą niemiecką) zdobył kanadyjski duet – Justin Kripps i Alexander Kopacz. Ten ostatni ma polskie korzenie, bowiem jego dziadkowie wyemigrowali do Kanady po II wojnie światowej, a ojciec opuścił Polskę w 1982 r. „Zanim Kopacz zajął się bobslejami, uprawiał pchnięcie kulą. Jego trenerzy namówili go na zmianę dyscypliny. – Posłuchał się ich i… zgłosił się nawet do ówczesnego pilota polskiej kadry Dawida Kupczyka, że chciałby rywalizować w biało-czerwonych barwach. Do tego jednak nie doszło, a Kopacz trafił do kanadyjskiego boba – informuje Polska Agencja Prasowa.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

Wprawdzie medal został zdobyty dla Kanady, ale gratulacje Kopaczowi, też się należą, podobnie jak Płachcie i Wolskiemu.

Źródła: własne, olympic.org, nhl.com, sportowefakty.wp.pl, sport.pl, sport.tvp.pl, jameswisniewski.com, cp24.com, usatoday.com, zimbio.com, weszlo.com, pl.wikipedia.org. K. Wolnicki, Wojtek opowie o tym dzieciom, Przegląd Sportowy” z dnia 26 lutego 2018 r., s. 12-13. Jestem dumny z mojego syna – wywiad red. P. Chłystka z Jackiem Płachtą, „Przegląd Sportowy” z dnia 26 lutego 2018 r., s. 12-13.

Historia: Jak co igrzyska, tak samo

Co cztery lata, a właściwie co dwa uwzględniając igrzyska letnie i zimowe, sytuacja powtarza się. Polacy oczekują worka medali, a okazuje się, że medali brakuje, kolejne dni upływają, a „Biało-czerwoni” powolnie uzupełniają konto medalowe. Złość i zniecierpliwienie mieszają się z obelgami, wyzwiskami i oskarżeniami, że „za pieniądze podatników utrzymujemy turystów, a nie sportowców”. W mediach pojawiają się próby diagnozy sytuacji, szukania winnych i szacowania kosztów przygotowań. Po igrzyskach, gdy emocje opadną, wszyscy zapominają o sprawie aż do następnych igrzysk. Dokładnie taki scenariusz przeżyliśmy podczas zimowych igrzysk w Pjongczangu w 2018 r.

Przeciętny Polak nie interesuje się sportem tak wnikliwie, aby realnie ocenić szanse naszych reprezentantów na medale, ale sukcesów oczekuje, bo przecież sportowcy są utrzymywani „z podatków, z naszych pieniędzy”. W Pjongczangu irytacja kibiców narastała z każdym dniem aż do pierwszego medalu. Atmosferę trochę podgrzewały mediach pisząc, że zawodnik X, czy Y „walczy o medal” albo pytając „Czy Polacy zdobędą dzisiaj (pierwszy) medal?”. W takim wyczekiwaniu łatwo o irracjonalne i emocjonalne wpisy i komentarze. Tymczasem mało kto przypominał, że tak naprawdę w Pjongczangu realne szanse na medal mieli tylko polscy skoczkowie! Na podium Pucharu Świata w sezonie olimpijskim wchodzili skoczkowie i jeden raz Artur Waś (nie czuję, gdy rymuję). Wprawdzie media chętnie kreowały na potencjalnych medalistów Justynę Kowalczyk, Weronikę Nowakowską i drużynę panczenistek, ale żadne obiektywne przesłanki nie wskazywały na ich medalowe szanse!!!! Oczywiście, wymienieni sportowcy mogli „powalczyć o medal”, ale nie byli to tacy kandydaci do olimpijskich krążków, jak skoczkowie. Przecież Justyna Kowalczyk ostatni raz na podium Pucharu Świata stanęła rok wcześniej, gdy na próbie przedolimpijskiej zabrakło całej światowej czołówki. Autorski plan przygotowań nie przyniósł sukcesu w poprzednim roku podczas mistrzostw świata w Lahti 2017. Zresztą sama Kowalczyk podkreślała, że zdrowie i forma nie są już takie, jak przed laty, a napór nowych i młodych biegaczek coraz bardziej silniejszy. Weronika Nowakowska w sprincie w Oberhofie była 6., a w biegu pościgowym 4., ale w pozostałych dziesięciu startach zajmowała miejsce poza czołową „dziesiątką”. Drużyna panczenistek też omijała pucharowe podium.

Z drugiej jednak strony, media niekiedy przesadzały z wychwalaniem wątpliwych sukcesów polskich sportowców. Gdy Grzegorz Guzik zajął w sprincie 59. miejsce, co dawało mu awans do biegu pościgowego, komentujący w TVP Piotr Sobczyński emocjonował się mówiąc „no to wspaniale (…) no to pięknie” i podkreślał, że Polak w tej konkurencji zajął w Soczi odległe 87. miejsce, a więc poprawił się! Guzik w biegu pościgowym zajął 56. miejsce, co oznacza, że wyprzedził jeszcze trzech rywali, ale przez długi czas walczył o przedostatnie miejsce z… Rumunem Cornelem Puchianu. Było jeszcze kilka może nie wstydliwych, ale delikatnie mówiąc, słabych występów – Martyna Galewicz zajęła 64. miejsce (10 km dow.), Andrzej Nędza-Kubiniec … 67. i 79.,  Maciej Staręga 82. (15 km dow.), a Magdalena Gwizdoń 83. (15 km). Adam Wielgat zajął ostatnie 22. miejsce w biegu na 5000 m. Wojciech Marusarz był 47. (ostatni) w sprinterskiej kombinacji norweskiej, a pełnego dystansu nie ukończył, bo trener kazał mu zejść z trasy, aby oszczędzać siły przed rywalizacją sztafet. Poczucie, że jest się ostatnim albo jednym z ostatnich jest dołujące, ale najważniejsze, aby wyciągnąć wnioski i spojrzeć w szerszym kontekście, czy ostatnie miejsce daje nadzieję na poprawę i jest cennym doświadczeniem w karierze sportowca. Taką drogę przeszedł przecież Zbigniew Bródka.

Reprezentanci Polski podczas ceremonii otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Pjongczang 2018.

Źródło: polsatsport.pl.

Kibiców trochę oszołomiły igrzyska w Vancouver i Soczi, gdzie Polacy sięgnęli, zdecydowanie ponad stan, po sześć medali. Taki wynik nie oddawał prawdziwej kondycji polskich sportów zimowych, która (z całym szacunkiem dla naszych sportowców), jest po prostu mizerna. Z drugiej strony nie ma się czemu dziwić, skoro przed igrzyskami w Soczi, Prezes PZN Apoloniusz Tajner mówi o 10-11 szansach medalowych (!!!), a Karolinę Riemen-Żerebecką wymienia jako „czarnego konia” w rywalizacji w skicrossie, mimo, że Polka na podium Pucharu świata stanęła tylko raz, rok wcześniej. To jednak było przed igrzyskami w Soczi, a w dniu rozpoczęcia igrzysk w Korei Południowej popis dali politycy. W debacie telewizyjnej, nieważne w jakiej stacji, nieważne jacy politycy i jakich partii, bo to nie jest istotne, licytowali się, ile medali zdobędą „Biało-czerwoni”. Padały abstrakcyjne liczby – 6, 10, oczywiście z reguły bez podania konkretnych kandydatów na medalistów. Atmosferę podkręcał prowadzący, który zadawał pytania w stylu „a dlaczego tak mało?”. Totalna ignorancja i brak poszanowania tak dla kibica, jak i dla sportowców. Tak się jednak dzieje przy okazji igrzysk, że głos zabierają wszyscy, bo „wszyscy się znają”, a wystarczy trochę wcześniej śledzić wyniki, żeby niepotrzebnie nie rozpalać nadziei medalowych w narodzie. Ale może o to właśnie chodzi?

Trudno oprzeć się wrażeniu, że nie wyciągamy wniosków z porażek na igrzyskach, nie uczymy się i nie podpatrujemy innych. Oczywiście, nie jest możliwe, aby wdrożyć jakiś krajowy program i wychować „mistrzów” już na kolejne igrzyska, ale mam wrażenie, że wiele państw robi krok do przodu, a my jakbyśmy stali w miejscu.

Wyświechtane powiedzenie mówi, że za wszystkim stoją pieniądze i bez nakładów pieniężnych nie ma mowy o sukcesie. To prawda, ale pieniądze to nie wszystko. Witold Bańka, minister sportu powiedział w trakcie trwania południowokoreańskich igrzysk, że pieniądze są wystarczające, ale problemem jest ich wykorzystywanie i brak wieloletnich programów rozwoju w poszczególnych dyscyplinach sportu. Częściowo jest to prawdą, ale może być też odbierane jako gra polityczna i ukryte wykazywanie nieudolności poprzedników pana ministra. Nie mnie to oceniać.

Nie ulega jednak żadnych wątpliwości, że w Polsce brakuje odpowiednich warunków i infrastruktury do uprawniania niektórych dyscyplin sportu, jak również promowania aktywnego i zdrowego trybu życia i spędzania wolnego czasu. Nikt mnie nie przekona, że brak profesjonalnych tras biegowych, czy toru bobslejowo-saneczkowego w Polsce, nie stanowi problemu. Tak samo, jak nikt mnie nie przekona, że środki publiczne przeznaczone na sport są wystarczające. Gdyby nie wielu prywatnych sponsorów, inwestorów, czy tzw. mecenasów sportu, to sukcesy Adama Małysza, Justyny Kowalczyk, czy Kamila Stocha zapewne byłyby mniejsze. Nie przypadkiem wymieniłem trójkę tych wielkich sportowców. Właśnie oni są idealnym przykładem na brak poważnych programów szkoleniowych w Polsce. Każdy z nich doszedł do sukcesów dzięki swojej wybitności, talentowi i chęci odniesienia sukcesu. Trochę z tego towarzystwa wyłamuje się Justyna Kowalczyk jako absolwentka SMS w Zakopanem, ale czy w Polsce wdrożono ogólnopolski program rozwoju biegów narciarskich? Gdyby nie jej samozaparcie i sponsorzy pewnie już dawno z powodu braku perspektyw rzuciłaby narty w kąt. Małysz, Kowalczyk i Stoch to indywidualiści, wielcy mistrzowie, a nie „produkty” centralnego systemu szkolenia. Godnych następców za bardzo nie widać i to jest smutne, bo dowodzi, że w Polsce sukces zapewnia tylko bycie wielkim mistrzem, jednym z najlepszych w historii swojej dyscypliny sportu. Nie przypadkiem wspominana trójka wywalczyła przez szesnaście lat od igrzysk w Salt Lake City do igrzysk w Pjongczangu trzynaście z osiemnastu medali (!) zdobytych przez Polaków.

Karierę zakończyło, albo zapowiedziało, że zakończy kilku innych sportowców, co spowodowało, że nastroje poolimpijskie były minorowe. Szybko jednak poprawiło je młode pokolenie sportowców. Kamila Żuk podczas mistrzostw świata juniorów w biathlonie w estońskiej Otepaa zdobyła dwa złote medale w biegu indywidualnym i sprincie oraz srebrny w biegu pościgowym. Oskar Kwiatkowski zajął 2. miejsce w Scuol w zawodach Pucharu Świata w slalomie gigancie równoległym, a warto zaznaczyć, że było to pierwsze podium Polaka w Pucharze Świata w historii tej konkurencji. Dodatkowo, Natalia Maliszewska zdobyła srebrny medal MŚ w biegu na 500m w short-tracku. Nie można też zapominać o Karolinie Bosiek, o której w środowisku panczenistek mówi się, że jest ogromnie utalentowana. Sceptycy podkreślali jednak, że wymienione sukcesy przyszły po imprezie czterolecia, na którą wszyscy przygotowują formę, a później już tylko czekają do końca sezonu. Częściowo jest to prawdą, ale wymienione sukcesy były promykiem nadziei, że za cztery lata może nie będzie tak źle, jak mogłoby się wydawać.

Po zakończeniu igrzysk „debata” zakończyła się. Poza krytyką i narzekaniem, niewiele było konkretnych pomysłów, czy propozycji rozwiązań systemowych. Za dwa lata podczas igrzysk w Tokio będziemy mieli deja vu. Po Igrzyskach w Soczi (z dużym opóźnieniem, ale jednak!) udało się wybudować pierwszy w Polsce kryty tor łyżwiarski. Może tym razem do kolejnych Igrzysk uda się wybudować pierwszy w Polsce tor saneczkarsko-bobslejowy?

Źródła: własne, polsatsport.pl. E. Kowalczyk, Ta dziewczyna jest znakomita, „Przegląd Sportowy” z dnia 5 marca 2018 r., s. 25. M. Chmielewski, Oskar Kwiatkowski wjechał do historii,  „Przegląd Sportowy” z dnia 12 marca 2018 r., s. 27. E. Kowalczyk, Ona tworzy historię, „Przegląd Sportowy” z dnia 19 marca 2018 r., s. 6.

Historia: Starty Polaków w Pjongczang 2018

Podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w południowokoreańskim Pjongczang reprezentanci Polski zdobyli (tylko) dwa medale, ale warto przeanalizować miejsca zajmowane przez „Biało-czerwonych”.

Skoki narciarskie

Najlepiej zaprezentowali się oczywiście skoczkowie narciarscy. Jako jedyni zdobyli dwa medale – złoty Kamil Stoch podczas konkursu na dużej skoczni i brązowy drużyna (Stoch, Stefan Hula, Dawid Kubacki i Maciej Kot). Do tego dochodzą jeszcze trzy miejsca w czołowej „dziesiątce” – na skoczni normalnej Stoch był. 4, a Hula 5., natomiast na dużej Kubacki był 10. Poza tym, na normalnej skoczni Kot był 19., a Kubacki 35., natomiast na dużej Hula 15., a Kot 19. Łącznie skoczkowie zajęli pięć miejsc w czołowej „10” (w tym cztery indywidualnie), czyli najwięcej spośród Polaków występujących podczas Igrzysk w Pjongczangu.

Biegi narciarskie

W biegach narciarskich najlepsze miejsca reprezentanci Polski zajmowali w rywalizacji drużynowej. Justyna Kowalczyk i Sylwia Jaśkowiec zajęły 7. miejsce w sprincie drużynowym, a sztafeta pań zajęła 10. Miejsce (Kowalczyk, Jaśkowiec, Ewelina Marcisz, Martyna Galewicz). Indywidualnie najlepsze miejsca, ale już w drugiej „dziesiątce” zajęła Justyna Kowalczyk – 14. (30 km klas.) i 17. (skiathlon). Kowalczyk była jeszcze 22. w sprincie klasycznym. Pozostałe Polki wystartowały na miarę swoich możliwości – Jaśkowiec (24., 30., 37.), Marcisz (31., 38., 42.) i Galewicz (41., 64.).

Jeśli chodzi o panów, to najlepszy występ zanotowali Dominik Bury i Maciej Staręga, którzy odpadli w półfinale sprintu drużynowego (13.). Indywidualnie Polacy byli daleko – Kamil Bury (30., 78.), Dominik Bury (33., 52.), Staręga (39., 82.). Łącznie biegacze narciarscy zajęli dwa miejsce w „dziesiątce”, ale żadnego indywidualnie (nawet Justyna Kowalczyk!).

Narciarstwo dowolne

Jedyna polska reprezentantka w narciarstwie dowolnym – Karolina Riemen-Żerebecka doznała kontuzji podczas jednego z ostatnich treningów, jeszcze przed wylotem na igrzyska.

Kombinacja norweska

W kombinacji norweskiej najlepsze 9. miejsce zajęła sztafeta (Paweł Słowiok, Szczepan Kupczak, Adam Cieślar, Wojciech Marusarz). Indywidualnie Polacy zajęli miejsca, na której w obecnej formie ich stać – Słowiok (22., 29.), Kupczak (25., 39.), Cieślar (33., 42.), Marusarz (47. – ostatni i nie ukończył). Po Słowioku i Kupczaku można było spodziewać się jednak miejsc w czołowej „dwudziestce”. Łącznie dwuboiści zajęli tylko jedno miejsce w „dziesiątce”, w rywalizacji sztafet.

Narciarstwo alpejskie

W narciarstwie alpejskim bardzo dobrze zaprezentowała się Maryna Gąsienica-Daniel (16., 24., 26., 27.), choć trzeba pamiętać, że 16. miejsce w superkombinacji to… trzecie od końca, bo rywalizację ukończyło tylko osiemnaście zawodniczek. Wśród panów rywalizacja o wyjazd na igrzyska, która przerodziła się w medialne przepychanki, chyba pozostała jeszcze w głowach alpejczyków. Michał Kłusak był 42. w zjeździe i nie ukończył slalomu w superkombinacji (po zjeździe był 46.) i supergiganta. Michał Jasiczek nie stanął na starcie giganta i nie ukończył drugiego przejazdu slalomu (po pierwszym przejeździe był 30.).

Biathlon

W biathlonie, podobnie jak w przypadku biegów narciarskich, o startach reprezentantów Polski można mówić wyłącznie przez pryzmat startów kobiet, które wywalczyły dwa miejsca w „dziesiątce”. Monika Hojnisz była 6., zaś sztafeta (Hojnisz, Guzik, Gwizdoń, Nowakowska), mimo że prowadziła przed ostatnią zmianą ukończyła rywalizację na 7. miejscu. Hojnisz zajęła jeszcze miejsca – 15., 43. i 45., Krystyna Guzik – 28., 36. i 52., Wernika Nowakowska, która miała być liderką polskiej ekipy – 21., 30. i 34., zaś Magdalena Gwizdoń – 49., 56. i 83.

W biegu masowym drużyna (Gwizdoń, Kamila Żuk, Nędza-Kubiniec, Guzik) zajęła 16. Miejsce. Byłoby lepiej, gdyby panowie nie zaprzepaścili tego, co wypracowały panie. O indywidualnych startach panów szkoda nawet wspominać, ale z kronikarskiego obowiązku trzeba odnotować, że Grzegorz Guzik zajął miejsca – 33., 56. i 59., zaś Andrzej Nędza-Kubiniec … 67. i 79.

Snowboard

Miłośnicy jednej deski zaprezentowali się naprawdę dobrze. W slalomie gigancie równoległym Aleksandra Król była 11., Oskar Kwiatkowski 13., Weronika Biela 24., zaś Karolina Sztokfisz 29. (po upadku). W crossie Mateusz Ligocki i Zuzanna Smektała zostali sklasyfikowani na 20. miejscach.

Źródło: sport.dziennik.pl.

Łyżwiarstwo szybkie

Narty i deskę zastąpimy łyżwami i w ten sposób przejdziemy do łyżwiarstwa szybkiego, w którym oczekiwania były dosyć duże, ale zupełnie nie poparte startami Polaków w sezonie tak olimpijskim, jak i przedolimpijskim. W efekcie „Biało-Czerwoni” zajęli tylko trzy miejsca w czołowej „dziesiątce”. Najlepsze 7. miejsce zajęła sztafeta pań, która podobno miała walczyć o medal (Natalia Czerwonka, Luiza Złotkowska, Katarzyna Bachleda-Curuś, Karolina Bosiek). Jak wykazały wypowiedzi Polek po nieudanym pierwszym biegu – „z tej mąki chleba być nie mogło”. Poza tym, indywidualnie Polki zajęły dwa 9. miejsca – Natalia Czerwonka (1500 m) i Luiza Złotkowska (bieg masowy). Polki zajmowały miejsca w drugiej „dziesiątce”. Oprócz wspomnianych startów Czerwonka była 12. (1000m), zaś Złotkowska 14. (3000m) i 17. (1500m). Katarzyna Bachleda Curuś zajęła miejsca – 13. (1500 m) i 17. (3000m), Karolina Bosiek 16. (3000m) i 29. (1000m), Kaja Ziomek 25. (500m), zaś Magdalena Czyszczoń 11. w półfinale biegu masowego.

Panowie zaprezentowali się gorzej i nie chodzi nawet o to, że do igrzysk nie zakwalifikowała się polska drużyna. Najlepsze 12. miejsce zajął broniący złota z Soczi w rywalizacji 1500m – Zbigniew Bródka. Artur Waś był 13. (500m), Jan Szymański 16. (1500m), Sebastian Kłosiński 17. (1000m), Konrad Niedźwiecki 20. (1500m), 23. (1000m) i 10. w półfinale biegu masowego, Adam Wielgat 22. – ostatni (5000m), Piotr Michalski 31. (1000m) i 33. (500m) oraz Artur Nogal 36. po upadku (500m).

Łącznie polscy panczeniści zajęli trzy miejsca w czołowej „dziesiątce”, w tym dwa indywidualnie. Wszystkie za sprawą pań. Panczenistki zajęły dziewięć miejsce „dwudziestce”, zaś panczeniści tylko pięć.

Łyżwiarstwo figurowe

Jedyni polscy reprezentanci w łyżwiarstwie figurowym – Natalia Kaliszek i Maksym Spodyriew zajęli 14. miejsce w rywalizacji par tanecznych.

Short-track

W short-tracku reprezentanci Polski zajęli miejsca, zgodne z przewidywaniami, choć na jakiś półfinał można było liczyć. Najlepsze miejsce 11. w rywalizacji na 500 m zajęła Natalia Maliszewska. Poza tym, Polacy zajmowali miejsca w drugiej „dziesiątce” – Magdalena Warakomska (12., 20. i 28.) i Bartosz Konopko (17.).

Saneczkarstwo

W saneczkarstwie najwyższe 8. miejsce (podobnie, jak w Soczi) zajęła sztafeta (Ewa Kuls-Kusyk, Maciej Kurowski, Wojciech Chmielewski/Jakub Kwiatkowski). W rywalizacji „jedynek” Maciej Kurowski był 19. (najlepszy z państw bez sztucznego toru), Mateusz Sochowicz 27., zaś wśród kobiet – Ewa Kuls-Kusyk 20., a doświadczona Natalia Wojtuciszyn 25. W rywalizacji „dwójek” Chmielewski/Kowalewski zajęli 12. miejsce. Łącznie saneczkarze wywalczyli jedno miejsce w „dziesiątce” (sztafeta). W „dwudziestce” zanotowali cztery miejsca.

Warto dodać, że Kurowski zajął najlepsze swoje miejsce w trzecim starcie na igrzyskacj, a dodatkowo to najlepsza lokata polskiego saneczkarza od… 42 lat. Kurowski był w Pjongczangu najlepszy spośród zawodników reprezentujących państwa bez sztucznego toru saneczkowego.

Bobsleje

Wyniki bobsleistów były słabsze. „Czwórka” (Mateusz Luty, Arnold Zdebiak, Łukasz Miedzik, Grzegorz Kossakowski) zajęła obiecujące 13. miejsce (najlepsze w historii udziału biało-czerwonych w bobslejowej rywalizacji podczas igrzysk), ale już „dwójka” (Mateusz Luty, Krzysztof Tylkowski) zawiodła zajmując 24. Miejsce.

Podsumowanie

Paweł Wołosik z „Przeglądu Sportowego” podsumował start w Pjongczangu dosyć gorzko: „Największa w historii zimowych igrzysk reprezentacja Polski zawiodła (…) za dużo w niej było wyznawców pięknej idei Pierre’a de Coubertina (…)”. Niestety, dopiero teraz dostrzegamy, że nie było pomysłu na wychowanie następców Kowalczyk, Bródki, Bachledy-Curuś, czy Niedźwiedzkiego (wystąpił w czterech igrzyskach!).

W klasyfikacji medalowej reprezentacja Polski zajęła 20. miejsce, zaś w punktowej 21. razem ze Słowenią. „Biało-czerwoni” punktowali w 8 konkurencjach i zgromadzili 33 punkty – aż o 39 mniej niż przed 4 laty. To jednak i tak jeden z lepszych wyników w historii po Soczi, Vancouver 2010 (6 medali i 57 pkt) i Grenoble 1968 (medali nie było, ale sporo miejsc 4-8 i 41 pkt).”. Większość punktów Polacy zdobyli w rywalizacji drużynowej. W „ósemce” indywidualnie miejsca wywalczyli tylko skoczkowie i… Monika Hojnisz. Sukcesy w Vancouver i Soczi na kilka lat ukryły prawdziwą kondycję polskich sportów drużynowych. Po występach w Pjongczangu można powiedzieć, że „Biało-czerwoni” wrócili na swoje miejsce.

Źródła: własne, INTERNET (np. pl. wikipedia.org), sport.dziennik.pl. P. Wołosik, Mało powodów do pochwał, „Przegląd Sportowy” z dnia 26 lutego 2018 r., s. 3. J. Wojczyński, Ratunek od skoczków,  Przegląd Sportowy” z dnia 26 lutego 2018 r., s. 17.