Historia: spadek HSV do 2. Bundesligi

W sobotę 12 maja 2018 r. Hamburger SV, pomimo domowego zwycięstwa z Borussią M’Gladbach 2:1 spadł do 2. Bundesligi.

O godzinie 17.24 nastąpił historyczny moment – ostatni założyciel 1. Bundesligi, który występował w niej nieprzerwanie od ponad pół wieku, teraz zleciał do drugiej ligi (…) i słynny zegar na Volksparkstadion, odmierzający czas nieprzerwanych występów w pierwszej lidze, w końcu się zatrzymał (…) Bundesliga już nie będzie taka sama, po tym jak również ostatni dinozaur został pochowany.”. „Co dalej z zegarem, który był dumą Hamburga? Otóż szybko znalazł się nowy pomysł. Hasło „W Bundeslidze od…” zastąpiono napisem „Tradycja od…”. Teraz zegar na stadionie HSV odlicza czas od założenia klubu.” (cyt. za: sportowefakty.wp.pl).

undefined

Zegar na Volksparkstadion w Hamburgu po zmianie.

Źródło: sportbuzzer.de.

Powiedzieć, że na spadek zanosiło się już wcześniej, to nic nie powiedzieć. I nie tylko w kontekście sezonu 2017/2018, ale w kontekście kilku poprzednich sezonów. W sezonie 2007/2008 HSV zajął miejsce tuż za podium, a w kolejnych sezonach osuwał się coraz niżej – 5., 7., 8. i wreszcie 15. w sezonie 2011/2012, co już powinno być poważnym sygnałem alarmowym. W kolejnym sezonie Rothosen zajęli wysokie (jak na nich) 7. miejsce (48 punktów), co chyba trochę uśpiło czujność włodarzy klubu. W sezonie 2013/2014 HSV zajął 16. miejsce (tylko 27 punktów!) i o pozostanie w Bundeslidze rywalizował z SpVgg Greuther Fürth. U siebie bezbramkowo zremisował, a na wyjeździe także osiągnął remis (1:1), a bramka strzelona na wyjeździe uchroniła HSV przed spadkiem. W kolejnym sezonie Hamburczycy zdobyli 8 punktów więcej, ale znowu zajęli 16. miejsce, co oznaczało dwa mecze barażowe. Na Volksparstadion padł remis 1:1, a na wyjeździe HSV przegrywał 0:1 i strzelił wyrównującą bramkę w… ostatniej minucie gry! W dogrywce Rothosen strzelili zwycięską bramkę i drugi kolejny sezon utrzymali się w Bundeslidze po szczęśliwych barażach, choć tak naprawdę już wtedy powinni spaść. W kolejnych dwóch sezonach było trochę lepiej z naciskiem na „trochę” – 10. miejsce (41 pkt) i 14. miejsce (38 pkt), ale to cały czas była gra w drugiej połowie tabeli Bundesligi i balansowanie na linie, stąpanie po kruchym lodzie. I wreszcie w sezonie 2017/2018 stało się to, co musiało się stać – 31 punktów, 17. miejsce i bezpośredni spadek na zaplecze niemieckiej elity.

Hamburger SV (HSV) jest jednym z najbardziej utytułowanych niemieckich klubów. W swojej gablocie z trofeami ma Puchar Europy (1983), Puchar Zdobywców Pucharów (1977), sześć tytułów mistrza Niemiec (1923, 1928, 1960, 1979, 1982, 1983), trzy Puchary Niemiec (1963, 1976, 1987) i dwa Puchary Ligi (1973, 2003). Klub ma piękną historię pełną sukcesów, ale z naciskiem na historię. Ostatnie trofeum (pomijając zwycięstwa w Pucharze Intertoto) zdobył w 2003 r. (Puchar Ligi), ale gdy zapytamy o ostatnie prestiżowe trofeum to okaże się, że był nim Puchar Niemiec z… 1987 r.

Od wielu już lat HSV nie mógł nawiązać do tych sukcesów, pomimo dużych możliwości – sporego budżetu, zainteresowania ze strony kibiców, stadionu, sponsorów. Hamburg jako miasto ma w sobie duży potencjał, a już tym bardziej klub piłkarski jakim jest HSV. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że podstawowym problemem klubu było (a raczej dalej jest) niewłaściwe zarządzania klubem. Z dużą łatwością wydawano pieniądze na (przepłacane) gwiazdy ze znanymi nazwiskami jak również talenty, które nie zawsze potwierdzały, że potrafią grać w piłkę. Czy było to jednak klasyczne palenie pieniędzmi w piecu trudno jednoznacznie powiedzieć. Prawdą jednak jest, że od pewnego czasu HSV przypominał klub bez drużyny, klub, w którym jest grupa piłkarzy grających mecze i pobierających wynagrodzenie za swoje „występy”. Trochę przypomina to sezony, gdy Borussia Dortmund, AC Milan, czy Olympique Marsylia, mimo ogromnych pieniędzy, znanych piłkarzy i sporych oczekiwań okupowały miejsca w drugiej części tabeli swoich rozgrywek piłkarskich.

Warto też dodać, że problemy HSV nie wzięły się z oszczędności i poważnego programu naprawczego. Nie. Absolutnie. Wprawdzie na przełomie ostatnich lat poczyniono nie tyle oszczędności, co bardziej racjonalne zarządzanie wydatkami, ale nie były one bezpośrednią przyczyną spadku. Zresztą znamiennym jest fakt, że HSV nie powrócił od razu do niemieckiej elity. Inną sprawą jest, że zajął czwartą pozycje a do bezpośredniego awansu, jak również do meczów barażowych zabrakło jednego punktu. Wydaje się jednak, że awans HSV do Bundesligi jest tylko kwestią czasu.

Źródła: własne, weszlo.com, sportowefakty.wp.pl, bundesliga.com, sportbuzzer.de, pl.wikipedia.org, M. Szmigielski, Robert Lewandowski III, „Przegląd Sportowy” z dnia 14 maja 2018 r., s. 14.

Iuri Medeiros – (jeszcze?) niespełniony talent

W sobotę 2 lutego 2019 r. w późnych godzinach wieczornych Sporting Lizbona poinformował o osiągnięciu porozumienia z Legią w sprawie wypożyczenia Iuri Meiderosa. Klub z Warszawy ociągał się z opublikowaniem komunikatu w tej sprawie, ale potwierdził to, o czym mówiło się od kilku dni.

Medeiros jest ofensywnym pomocnikiem, ale może także występować na środku ataku. Zdaniem portugalskich mediów kluby ustaliły, niebotyczną jak na polskie warunki klauzulę odstępnego w kwocie 6 mln euro i gwarancję 20% od następnego transferu.

Przebieg kariery

Iuri Medeiros urodził się 10 lipca 1994 r. Przygodę z futbolem zaczął w Sportingu Horta, klubie z rodzinnej miejscowości (piętnaście tysięcy mieszkańców) na wyspie Faial wchodzącej w skład Azorów. W wieku 11 lat przeniósł się do Sportingu, gdzie występował w drużynach juniorskich. W latach 2011-2012 trenerem Medeirosa w drużynie Sportingu do lat 19 był… Sa Pinto! Z czasem awansował do drugiej drużyny, w której spędził trzy sezony. W tym czasie w drugiej lidze portugalskiej (Ledeman Liga Pro) rozegrał 67 meczy, w których zdobył 12 bramek i miał 6 asyst.

Wiosną 2015 r. został wypożyczony do występującej w najwyższej klasie rozgrywkowej – FC Arouca, w której zagrał 17 meczy, zdobył 3 bramki i miał 5 asyst. Kolejne dwa sezony spędził na wypożyczeniach – 2015/2016 w Moreirense FC (29 meczy, 8 goli i 12 asyst, a we wszystkich rozgrywkach 10 goli i 13 asyst), a 2016/2017 w Boaviście Porto (27 meczy, 7 goli i 9 asyst). Dwa i pół roku gry w portugalskiej ekstraklasie na naprawdę dobrym poziomie (73 mecze, 18 goli, 26 asyst) musiało zaowocować powrotem do „Lwów”. Kontrakt Medeirosa ze Sportingiem został przedłużony do 2022 r., a klauzula odstępnego określona na poziomie… 60 milionów euro.

Jesień 2017 r. niestety potwierdziła, że pierwsza drużyna Sportingu to zbyt wysokie progi dla Medeirosa. W portugalskiej ekstraklasie rozegrał 6 meczy (miał asystę) i wystąpił w jednym meczu rezerw. Wiosną 2018 r. Genoa CFC wypożyczyła piłkarza na osiemnaście miesięcy za jeden milion euro, zaciekle walcząc o wypożyczenie z pewnie kroczącym do Premier League – Wolverhamptonem. Medeiros zagrał w jedenastu meczach, w których zdobył dwa gole i miał jedną asystę. Jesienią 2018 r. w trzech meczach przebywał na boisku zaledwie 170 minut. Na skrzydle trenerzy chętniej stawiali na Pedro Pereirę i Romulo, a wśród napastników zdecydowanie dominowali Kouame, Piątek i Pandev. W efekcie Włosi zdecydowali się skrócić wypożyczenie.

Medeiros przychodził do Legii mając na swoim koncie 160 ligowych meczy na pierwszym i drugim poziomie rozgrywkowym, w których wystąpił 11.098 minut (średnio 69 minut). Wykręcił całkiem niezłe statystki – 32 bramki, 34 asysty, 28 żółtych kartek i 1 czerwona.

Radość Iuri Medeirosa po jednym z goli dla Legii.

Źródło: kicker.de.

Reprezentacja

W 2015 r. z kadrą do lat 21 zdobył srebrny medal mistrzostw Europy. Jego kolegami w kadrze byli m.in. przyszli mistrzowie Europy – Joao Mario, William Carvalho i Raphael Guerreiro. W 2016 r. Medeiros znalazł się w kadrze na igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro, ale boisku nie pojawił się. Rok później wystąpił w dwóch meczach rozgrywanych w Polsce Mistrzostw Europy do lat 21. Medeiros wystąpił łącznie w 57 meczach portugalskiej reprezentacji od U15 do U21.

Charakterystyka

Ricardo Granada, dziennikarz portugalskiego dziennika „Record” opisuje Medeirosa w następujący sposób: „Od młodego wieku Medeiros był uważany nie tylko za jeden z największych talentów w młodzieżowych zespołach Sportingu, ale w ogóle w całej Portugalii. Grał regularnie dla reprezentacji młodzieżowych aż do U-21, spodziewano się po nim bardzo wiele (…) Teraz, gdy ma 24 lata, myślę że można mówić o nim w kategorii niespełnionego talentu. Wszyscy spodziewali się, że nastąpi wybuch jego potencjału, ale trwa to dłużej niż zakładano. Słyszałem opinie, że mógłby bardziej przykładać się do bycia piłkarzem (…) Nie jest szczególnie silnym zawodnikiem, ma też tendencję do znikania w meczach. Nie jest szczególnie regularny.” (cyt. za: weszlo.com).

Ostatnią część wypowiedzi, niestety dla piłkarza, jak i dla Legii, potwierdził Miguel Leal, trener, pod wodzą którego Iuri Medeiros przeżywał najlepszy okres w karierze w latach 2015-17 – „Dobry zawodnik, ale czasami śpi na boisku (…) Największym problemem Medeirosa jest mentalność. Bywa, że nie przykłada się do treningów. Potrzebuje trenera, który go zna, często z nim rozmawia i psychicznie go wspiera. Czasami szkoleniowcy nie mają czasu, by poświęcić mu tyle uwagi, ile potrzebuje. U mnie grał dobrze, bo często z nim rozmawiałem (…) jest raczej nieśmiały, ale na boisku pewny siebie.” (cyt. za: onet.pl).

Medeiros w wywiadzie dla oficjalnej strony internetowej Mistrzów Polski powiedział, że przychodzi od Legii zdobyć mistrzostwo i Puchar Polski, a indywidualnie chce zrealizować cel w postaci strzelenia minimum dziesięciu goli do końca sezonu. Jako swoje mocne strony ocenił dobry strzał i skuteczny drybling.

Rozdział pod tytułem „Legia”

Medeiros był piątym Portugalczykiem w kadrze Legii, a czwartym sprowadzonym przez portugalskiego trenera Sa Pinto. Opiekun mistrzów Polski sprowadził do Warszawy takich piłkarzy jak – Andre Martins, Salvador Agra i Luis Rocha. Przed jego przyjściem w kadrze już znajdował się Cafu. Co ciekawe, podczas zgrupowania w Troi (jeszcze przed wypożyczeniem Medeirosa) Sa Pinto zapewniał portugalskie media, że wcale nie tworzy portugalskiej kolonii i nie zależy mu na sprowadzaniu rodaków.

Medeiros przychodzi do Warszawy z dużymi nadziejami na powrót do regularnej gry. Twierdzenie jednak, że „od przyjścia Vadisa do Legii polskiego klubu nie zasiliło głośniejsze nazwisko (nie licząc emeryta Eudardo)” (cyt. weszlo.com) było mocno na wyrost. W Legii zawiódł. Rozegrał 14 ligowych meczy (3 gole) i jeden w Pucharze Polski. Nie wywalczył ani mistrzostwa ani Pucharu Polski, a indywidualnie też nie spełnił oczekiwań. Po zmianie trenera z Sa Pinto na Aleksandara Vukovicia, Portugalczyk otrzymywał szanse na grę. „Vuko” zarzucał mu jednak brak zaangażowania, czego najlepszym przykładem było zdjęcie Medeirosa już w 32 minucie meczu 35. kolejki z Pogonią Szczecin (1:1). W dwóch ostatnich meczach młody Portugalczyk już nie zagrał, a podobno do tej decyzji przyczyniło się jego zachowanie na treningu. Medeiros nie pasował więc do koncepcji „Vuko” zakładającej, że drużynę tworzą piłkarze, którzy mają „zapierd…..”.

Legia nie podjęła jakichkolwiek negocjacji ze Sportingiem w sprawie wykupienia Medeirosa za mniejsza kwotę niż wspomniane 6 mln euro. Portugalczyk pokazał, że ma spore umiejętności, zwłaszcza jeśli chodzi o grę lewą nogą, ale długimi okresami w meczach, w których występował, był po prostu niewidoczny. Wyglądał jakby szybko się zniechęcał i brakowało mu zaangażowania.

Co dalej?

Na umiejętności Portugalczyka skusiła się występująca w 2. Bundeslidze Norymberga, płacąc promocyjną kwotę 2 mln euro. Trudno jednak, żeby była zadowolona z takiej promocji, skoro Medeiros wystąpił w 9 ligowych i 2 pucharowych meczach nie zaliczając w nich ani bramki ani asysty. Dokonania Portugalczyka muszą zamknąć (przynajmniej teraz) usta krytykom, którzy liczyli na dalszą jego grę w Legii. Medeiros ma jednak talent, który chyba nie jest poparty ciężką pracą na treningach.

Źródła: własne, 90minut.pl, legionisci.com, legia.com, sport.pl, weszlo.com, onet.pl, przegladsportowy.pl, transfermarkt.pl, kicker.de.